Siedział za kółkiem. To właśnie robił. To robił zawsze.
W końcu puścił sprzęgło i wyjechał z parkingu przy plaży, wracając do świata tu, przy samym jego skraju z silnikiem mruczącym pod maską, mając nad sobą żółty księżyc, a przed sobą setki mil.
Ale dla Kierowcy to jeszcze nie koniec. W nadchodzących latach, na długo przedtem nim o trzeciej rano w czysty chłodny oranek zginie w barze w Tijuanie, na długo przedtem nim Manny Gilden zrobi z jego życia film, będą inne zabójstwa i inne trupy...









